OŚWIĘCIM. Z powstańczej Warszawy do KL Auschwitz
Po wybuchu Powstania Warszawskiego poprzez obóz przejściowy w Pruszkowie do Auschwitz w sierpniu i wrześniu 1944 roku deportowano blisko 13 tysięcy mieszkańców Warszawy: mężczyzn, kobiet i dzieci. W KL Auschwitz II-Birkenau wysiadali na rampie kolejowej, a po rejestracji kierowani byli do baraków więźniarskich. Pochodzili z różnych środowisk społecznych i mieli różne zawody: lekarze, urzędnicy, artyści, naukowcy i robotnicy. Wśród nich znaleźli się również nieliczni Żydzi, ukrywający się na tzw. aryjskich papierach. Większość osób z tych transportów przeniesiono po pewnym czasie do obozów w głębi III Rzeszy i zatrudniono w przemyśle zbrojeniowym, gdzie część z nich poniosła śmierć. Dodatkowo w styczniu 1945 roku dalsze osoby wywieziono do obozów w Berlinie, około 600 kobiet z dziećmi. Część więźniów z transportów warszawskich ewakuowano również pieszo w styczniu tegoż roku. Niektórzy z nich zginęli w trakcie „marszów śmierci”, inni oswobodzeni zostali w obozach w głębi Rzeszy. Około 400 warszawiaków (kobiet, mężczyzn i dzieci) doczekało wyzwolenia w KL Auschwitz-Birkenau. Zdarzało się, że po latach takie dzieci z Powstania wracały do miejsca swojego obozowego dzieciństwa. Jeden taki wypadek sprzed wielu laty szczególnie utkwił mi w pamięci: Był letni, słoneczny dzień. Zmęczony upałem, chciałem napić się czegoś zimnego w niewielkim barku, który znajdował się wtedy w budynku, gdzie przyjmuje się dzisiaj odwiedzających Muzeum Auschwitz-Birkenau.. Przede mną w kolejce stał mężczyzna w średnim wieku, który rozmawiając z bufetową szlochał, nie mogąc powstrzymać się od płaczu. Zapytałem go – Co się stało ? Za chwilę słuchałem jego opowiadania, z trudem przekazywanego przez łzy. Mój rozmówca był kierowcą Państwowej Komunikacji Samochodowej i w tym dniu, kiedy spotkaliśmy się przyjechał służbowo do Oświęcimia, gdzie nigdy nie był od czasów wyzwolenia go w KL Auschwitz w styczniu 1945 roku. Przed laty przywieziono go wraz z matką w jednym z transportów powstańczych z Warszawy do obozu koncentracyjnego w Birkenau. Matka trafiła do jednego z baraków murowanych dla kobiet. Jego umieszczono w obozie kobiecym w podobnym baraku przeznaczonym dla dzieci. Matka zwykle rano przed wyjściem komanda do pracy podrzucała synkowi kromkę chleba, otrzymaną na kolację, chcąc wtedy ratować opowiadającego mi to mężczyznę przed wyniszczeniem i śmiercią. Pewnego ranka znowu przekazała swojemu dziecku chleb, ale sama bardzo osłabiona upadła i nie była już w stanie podnieść się o własnych siłach, aby dołączyć do komanda, wychodzącego do pracy poza obóz. Zobaczyło to esesman, nadzorujący więźniarki. Podszedł do leżącej i na oczach jej synka, wyciągnął z kabury pistolet i zastrzelił mu matkę. Mężczyzna ten przypadkowo, o czym już wspominałem, przyjechał do Oświęcimia. Zdecydował się wtedy odwiedzić były obóz kobiecy w Birkenau. Rozpoznał murowany barak, w którym przebywał, ponieważ do dzisiaj można w jego wnętrzu oglądać na ścianach rysunki z bajek, które jeszcze w obozie więźniowie wykonali dla dzieci. - Ukląkłem na trawniku przed opustoszałym barakiem i całowałem ziemię na tym miejscu, na którym kiedyś została zamordowana moja matka – opowiadał dalej. Wstrząśnięty tragicznym świadectwem, przekazywanym poprzez szloch i ciągle płynące z oczu łzy, nie zapytałem wtedy mego rozmówcy o nazwisko. Nigdy później już nie spotkaliśmy się. W 73. rocznicę Powstania Warszawskiego należy przypomnieć straty cywilne, sięgające 180-200 tysięcy ofiar, które poniosła ludność Stolicy. To nie tylko rzeź Woli, Ochoty i Starego Miasta, nie tylko piekło „ewakuacji” kanałami, bombardowań, głodu, braku elementarnej pomocy medycznej, a na końcu wypędzenia i poniewierki. To również deportacje do niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych, w tym do KL Auschwitz-Birkenau.
Oceń artykuł
Komentarze
Bądź pierwszy! Dodaj komentarz do tego artykułu.