„Choć warunki niemal przez cały czas były nader niesprzyjające , uparcie szliśmy dalej, konsekwentnie dążąc do celu. Gdy dotarliśmy na Aleje NMP na naszych twarzach pojawiła się radość i satysfakcja” – pisze Grzegorz Smolarek, uczestnik i jeden z pomysłodawców JG24. Przeczytaj pełną relację z niedawnej ekstremalnej pielgrzymki na Jasną Górę. Po Mszy św. wszyscy z uśmiechami na twarzach, dziarsko i w cieple słońca wyruszyli na trasę. Trasę, jak wówczas się wydawało, przygotowaną na 101%. Szybko jednak to przekonanie legło w gruzach, choć wydawało nam się, że poradzimy sobie z każdymi warunkami – deszczowymi również. Ruszając z pierwszego postoju, piękne niebo nad głowami nie zapowiadało jeszcze tego, z czym przyszło się zmierzyć podczas tegorocznego wędrowania. A wędrowanie to pozostanie w pamięci z dwóch powodów: deszcz, w każdej postaci, od niekończącej się mżawki po kilkuminutowe, ale nader obfite oberwanie chmury oraz niesamowici ludzie i ekipa techniczna. W ciągu pierwszych godzin pogoda zmieniała się dynamicznie - słońce, ulewa, znów słońce i znów ulewa. I tak do wieczora. Zawsze jednak po etapach deszczowych udawało się przygotować pielgrzymom postoje w suchych i ciepłych pomieszczeniach. Proboszcz parafii Św. Anny z Lędzin, który o przyjściu pielgrzymki dowiedział ok. 15 minut przed jej przyjściem. Zanim uczestnicy dotarli, mieli już otwarte nie tylko toalety, ale i salki, w których mogli się przebrać i wysuszyć. Podobnie szefostwo ekskluzywnej restauracji ‘Spacerowa 21’ z Mysłowic, którzy już wcześniej zgodzili się udostępnić ubikacje, gdy postój miał być w pobliskim parku. Nie tylko zaprosili mokrych i zabłoconych pielgrzymów do środka, ale jeszcze przynieśli kawę i herbatę. Dla wszystkich nas był to niemal namacalny znak Bożej opieki nad nami. Tym bardziej, że jak stwierdzili sami pielgrzym, gdyby nie wiedzieli, że miejsca i organizacja postojów zmieniała się w ciągu kilku minut przed ich przybyciem – nie dało się zauważyć, że coś jest przygotowane „na szybko”. Tak tylko po ludzku – nie do zrobienia! Mimo niedogodności humory dopisywały, a nastawienie na walkę o dotarcie mimo przeciwności rosło odwrotnie proporcjonalnie do pogarszających się warunków. Wszyscy ze śmiechem wspominali sytuację z trzeciego etapu, gdy rozpoczynał się deszcz, drugi już w czasie trasy. Wówczas ks. Łukasz spojrzał w górę i z przekąsem powiedział: „Możesz więcej”. Dokładnie w tym momencie nastąpiła taka ulewa, że studzienki kanalizacyjne nie nadążały odbierać wody i ulicami płynęła rzeka wody. Na etapach nocnych deszcz na szczęście odpuścił. Było to o tyle istotne, że wówczas spory dystans prowadził nieoświetlonymi drogami, a opady pogorszyłyby widoczność, stwarzając realne niebezpieczeństwo. Mogłoby się wydawać, że powinno być wobec tego łatwiej. Nic z tych rzeczy … Zimno (nawet do 10*C) plus mocny wiatr stale dawały się we znaki zmęczonym deszczem pielgrzymom. Wtedy też zaczęły się kontuzje. Niestety zmęczony, przemoczony i przemarznięty organizm jest bardziej podatny na różnego rodzaju skręcenia, zwichnięcia czy naciągnięcia mięśni. Być może przy lepszej pogodzie byłoby inaczej… Ostatecznie z dalszego wędrowania zrezygnowało 8 uczestników. Tym samym pozostała szesnastka uczestników, który już w komplecie dotarła na Jasną Górę. Dotarli, choć sobotni poranek wcale nie napawał optymizmem, jeśli brać pod uwagę pogodę. Mżawka, która się wtedy rozpoczęła towarzyszyła im już do samego wieczora. Bardzo trudnym dla pielgrzymów był postój po 82 kilometrach. Polana w środku lasu, żadnych zabudowań czy nawet zadaszenia, gdzie mogliby się schronić. Było to jedyne miejsce, gdzie nie było kompletnie żadnej alternatywy. I w planie 10 kilometrów do przejścia rozmokniętą, błotnistą drogą. Najtrudniejsza jednak nie była sytuacja w jakiej się znaleźli, lecz decyzja, jaką podjęła ekipa techniczna opiekująca się grupą. Decyzja ta, z uwagi na bezpieczeństwo uczestników mogła być tylko jedna – transport samochodami na kolejny postój, gdzie już była przygotowana salka z łazienkami i aneksem kuchennym. Zdecydowana większość uczestników, powołując się na hasło „Jasna Góra bez kompromisów” była przeciwna. Znając jednak warunki, jakie ich czekały na drodze i wiedząc, jak wówczas łatwo o kontuzję wykluczającą z dalszego pielgrzymowania, musieliśmy pozostać nieugięci … Tym samym – niestety - do samodzielnego przejścia pełnej trasy zabrakło 10,5 km. Niektórzy ze smutkiem wypominali to nawet będąc już na Jasnej Górze. Pozostałe etapy na szczęście opuściły tego typu niespodzianki. Nikt nie zrezygnował, deszcz nie przestał padać, ale humory i radość nie ustępowały. Wręcz przeciwnie, motywując się wzajemnie do walki o kolejne kilometry, rozpoczęły się wspólne śpiewy piosenek pielgrzymkowych. Co - jak sami uczestnicy opowiadali po zakończeniu pielgrzymki – dodawało niesamowitych sił i dodatkowo jednoczyło grupę. Jedyną niespodzianką, była ta przygotowana przez chłopaków z ekipy technicznej. Mając do dyspozycji tylko czajnik, kuchenkę turystyczną i kubki termiczne zrobili uczestnikom ciepłe hot-dogi, wykupiwszy wcześniej cały zapas parówek z pobliskiego wiejskiego sklepiku. Tej niemal dziecięcej radości po 110km marszu w deszczu nie da się opisać… Choć warunki niemal przez cały czas były nader niesprzyjające, a rezygnacje uczestników zasiewały w pozostałych ziarno zwątpienia, oni uparcie i z tym większą radością szli dalej, konsekwentnie dążąc do celu. Na Alejach NMP pojawiły się twarze, na których była radość, ale było też widać wszystko czego fizycznie doświadczyli. Cały ten niesamowity trud jaki podjęli i uparcie realizowali, choć wszystko było przeciw . Tego nie dało się ukryć za uśmiechem. I właśnie w takich okolicznościach, najbardziej wymowne było pytanie, które pojawiało się, gdy już udało się oddać pokłon Matce Bożej i podziękować za możliwość dotarcia: To kiedy rusza ta trzecia? Statystyka Uczestnicy: - wyruszyło 24 pielgrzymów - dotarło 16 - 7 osób po kontuzjach zrezygnowało na etapie 55 – 70 km - 1 uczestnik musiał wracać po 40 km z powodów rodzinnych Dystans: - całość 124,2 km - pokonany 113,6 km Czas: - ogółem 35:35 h - samego marszu 27:50 h Tekst: Grzegorz Smolarek - pomysłodawca, koordynator i pilot pielgrzymki Foto: materdolora.pl , Grzegorz Smolarek, Jakub Pawlusiak, Mariusz Chrobak Web SoftPodziel się