Jacek Kuderski - polski muzyk, kompozytor, wokalista i instrumentalista. Basista i wokalista wspierający w zespole Myslovitz, z którym związany jest od początku jego istnienia. Członek Akademii Fonograficznej ZPAV. Jest autorem takich hitów jak: „Scenariusz dla moich sąsiadów”, „Dla ciebie”, „Długość dźwięku samotności”, czy "Peggy Sue nie wyszła za mąż". Portal InfoBrzeszcze.pl: 25 lat wspólnego grania. Pamiętasz jeszcze, jak to się wszystko zaczęło? Jacek Kuderski - Pamiętam bardzo dobrze. To był 1991 rok. Choć w innym zespole grałem na basie, zostałem zaproszony na próbę przez Artura jako perkusista. Nie na bass? - Początkowo nie. Nieco później zaproponowałem swojego brata na perkusję, a sam zająłem się gitarą basową. Był to wówczas zespół ‘The Freshman’, który w niedługim czasie został przemianowany na ‘Myslovitz’. Od razu poczuliście zapach sukcesu? - Oczywiście! Byliśmy bardzo pracowitym i sumiennym zespołem. Próby odbywaliśmy regularnie, prawie codziennie. Siedziała nam w głowie muzyka z Wysp Brytyjskich, ładne melodie, gitarowy hałas. To wszystko było wielkim spoiwem naszej działalności. Piątka muzyków, tyle lat razem… Ekipa kumpli, czy dbałość o własną integralność? - Zdecydowanie integralność. Każdy robi swoje i dzięki temu potrafimy ze sobą efektywnie współpracować przez tyle lat... I wspólnych płyt udało się stworzyć całkiem sporo. Którą z nich uznajesz za najważniejszą? - Trudne pytanie i naprawdę ciężko mi wskazać konkretny krążek. Lubię wszystkie, ponieważ każda przedstawia pewien okres emocjonalny zespołu. Każda jest dla mnie ważna. Z perspektywy lat - da się ułożyć przepis na sukces? - Osobiście takiego przepisu nie mam. Są jednak pewne czynniki, które w tym dążeniu pomagają. Na pewno szczerość, konsekwencja, pracowitość - o tym wszyscy wiemy. Myślę, że trzeba też mieć dobrego wokalistę lub wokalistkę, piękne piosenki i mnóstwo znajomości w branży. Jaca w ‘92, Jaca w 2017 - co się zmieniło? - W zasadzie wszystko, oprócz chęci grania z zespole. Ale to chyba najważniejsze… Które momenty w historii zespołu określiłbyś jako graniczne? - Było ich kilka. Pierwszy to wydanie debiutanckiej płyty, która to pozwoliła nam zostać zauważonym zespołem w skali całego kraju. Drugi to przed wydaniem trzeciej płyty, kiedy to nastąpił pierwszy „rozłam” w zespole. Trzeci to wydanie ”Miłości w czasach popkultury”, która, zaliczana jest do największego sukcesu komercyjnego zespołu. Czwarty to wydanie „Korova Milky Bar”, która jest ulubiona płytą większości muzyków zespołu. Piąty to koncertowanie za granicą. Szósty odejście Artura z zespołu i cała zmiana, która ciągnie się za nami do dnia dzisiejszego. Który był dla Ciebie najtrudniejszy? - Oczywiście decyzja Rojasa o odejściu. Myslovitz w starym składzie oraz Myslovitz bez Rojka – dwa różne zespoły? - Wszystko się da kontynuować. To kwestia chęci, nastawienia i zdrowego podejścia do tematu. Nie ukrywam, że czasem bywa ciężko, wtedy jednak lepiej zachować daleko idącą dyplomację. Michał Kowalonek, który zastąpił Artura poradził sobie z presją? Udźwignął rolę? - Ciężko mi się wypowiedzieć… Na to pytanie najlepiej odpowiedziałby sam Michał. Osobiście myślę, że miał lepsze i gorsze okresy. Jacek Kuderski – muzyk spełniony? Z czego jesteś najbardziej zadowolony? - Cieszę się, że mogę grać w takim zespole jak ‘Myslovitz’. Zawsze chciałem to robić. Cieszy mnie również to, że udało mi się skomponować - jak się potem okazało - wiele przebojów dla ‘Myslovitz’. Plany na ten rok? - Na pewno będą koncerty, bo one zawsze są, choć czasem więcej, czasem mniej. Jeśli chodzi o płytę - trudno powiedzieć. Na pewno powstaje materiał, ale ciężko powiedzieć na 100%, kiedy zostanie wydany. --- Foto: facebook.com/Myslovitz Web SoftPodziel się