Zakończyły się poszukiwania sprawcy, śmiertelnego potrącenia w Jawiszowicach na ulicy Bielskiej. W kilkanaście godzin po zdarzeniu, specjalna grupa dochodzeniowo-śledcza zatrzymała 58-letniego mieszkańca Jawiszowic. Po przeprowadzeniu wszystkich czynności prokurator zwolnił do domu kierowcę ciężarówki, która śmiertelnie potrąciła 36-latka. "Policjanci pojawili się w moim zakładzie pracy w dniu 5 grudnia, około godziny 14:00. Ja akurat w tym czasie wykonywałem zaplanowany transport. Zadzwonił do mnie szef i poprosił, abym zjechał do bazy. W niedługim okresie czasu pojawiłem się w firmie. To właśnie tam, czekali na mnie policjanci - byłem całkowicie zaskoczony, ponieważ nie wiedziałem, że dzień wcześniej pod naczepą samochodu, który prowadziłem zginął człowiek. Ciężko mi o tym mówić, ponieważ bardzo przeżywam całą tą sytuację" - ze łzami w oczach opowiada kierowca ciężarówki. "Policjanci zatrzymali mnie w charakterze podejrzanego, zabezpieczony został również samochód ciężarowy, który prowadziłem. Tego feralnego dnia, jak co dzień jechałem samochodem ciężarowym z naczepą. Waga towaru, który przewoziłem to ponad 20 ton, ogromna masa" - wyjaśnia kierowca. Już wstępne oględziny samochodu i naczepy, potwierdzały przypuszczenia policjantów. Na naczepie samochodu znajdowały się ślady, które jednoznacznie wskazywały, że to właśnie ten pojazd brał udział w wypadku. Co ważne, ślady wskazują, że mężczyzna wpadł pod jedną z ostatnich części naczepy, gdzie zahaczył o chlapacz i uderzył w skrzynkę narzędziową samochodu. "Tego wieczoru, miałem kurs. Niczym się nie wyróżniał od pozostałych. Zawodowym kierowcą jestem od ponad 30 lat, nigdy wcześniej nie spowodowałem żadnego wypadku czy też kolizji- tysiące przejechanych kilometrów . Jazda dużym samochodem uczy pokory, tutaj najmniejszy błąd może być tragiczny w skutkach. Nie ma mowy również o przekraczaniu dopuszczalnych prędkości - to nie osobówka. Oczywiście różni są kierowcy. Zdarzają się i tacy, którzy uważają się za królów szos- ja do nich nie należę. Dużo w życiu widziałem, to z wiekiem przychodzi taki dystans i człowiek wie, że nie warto się spieszyć. Nie przypuszczałem, nie miałem pojęcia, że pod naczepę mojego zestawu wpadł człowiek. O tym, że nie poczułem żadnego uderzenia czy też dziwnego zachowania samochodu nie będę przekonywał, zrozumieją to tylko kierowcy dużych samochodów. Masa takiego auta jest naprawdę ogromna i jazda takim samochodem, różni się od jazy osobówką. Przecież ja też jestem człowiekiem- nie jestem mordercą. G dybym tylko wiedział, to natychmiast bym się zatrzymał. Niestety nie byłem świadomy tego co się wydarzyło, nie wiedziałem... - relacjonuje roztrzęsiony kierowca. "To ogromna tragedia dla rodziny mężczyzny który zginął na drodze, ale również moja osobista tragedia i moich najbliższych. Najprawdopodobniej będę zmuszony skorzystać z pomocy psychologa. To wszystko jest dla mnie bardzo ciężkie i trudne do pojęcia" - urywa załamującym się głosem mężczyzna. W wiadomościach, które do redakcji przesłali nasi czytelnicy, pojawia się jeden wspólny element - alkohol. Mężczyzna, który stracił życie - zgodnie z relacją świadków - sprawiał wrażenie pijanego. „Widziałem mężczyznę, który był mocno "zachwiany", szedł w stronę Bielska i strasznie się zataczał”- napisał jeden z czytelników. Miejsce w którym doszło do potrącenia jest nieoświetlone. W momencie wypadku zaczęła pojawiać się mgła - widoczność była ograniczona do kilkunastu metrów. Jak udało nam się ustalić, potrącony mężczyzna nie posiadał na sobie kamizelki odblaskowej ani innych elementów odblaskowych. Czy szedł chodnikiem? Czy szedł poboczem? Czy nagle wtargął pod naczepę ciężarówki? Najprawdopodobniej na te pytania nigdy już nie dostaniemy odpowiedzi. Teraz o winie kierowcy zadecyduje Sąd Rejonowy w Oświęcimiu.Podziel się