Ponad sto osób opuściło Polskę po antyromskich zamieszkach w Oświęcimiu w październiku 1981 roku. Napastnicy atakowali mieszkańców, wybijali szyby w domach, podpalali samochody i spychali je do Soły. Później romskie rodziny znalazły się pod presją opuszczenia miasta. Wielu emigrantów otrzymało dokumenty, które nie pozwalały im wrócić do ojczyzny. W środę 21 października przypada 45. rocznica pogromu. Stowarzyszenie Romów w Polsce, na którego czele stoi Roman Kwiatkowski, świadek tamtych wydarzeń, przypomina ich przebieg i konsekwencje. Organizacja apeluje również o zachowanie pamięci o poszkodowanych rodzinach oraz odpowiedzialności ówczesnych władz. Wszystko zaczęło się od konfliktu między dwoma mężczyznami w jednej z oświęcimskich piwiarni. Według relacji przywołanej przez Stowarzyszenie Romów w Polsce jeden z Romów poprosił znajomego o kupienie piwa. Inny mężczyzna go uderzył, a zaatakowany oddał cios. Zajście szybko przerodziło się w konflikt wymierzony w całą społeczność romską. Po mieście zaczęła krążyć nieprawdziwa informacja, że Romowie zabili polskie dzieci. Relacje świadków różnią się szczegółami tej pogłoski, ale jej skutki były tragiczne dla miejscowych rodzin. 21 i 22 października 1981 roku tłum atakował romskie domy. Napastnicy rzucali kamieniami, wybijali szyby, niszczyli wyposażenie mieszkań i samochody. Część pojazdów podpalili, inne zepchnęli do Soły. Według relacji przywołanych przez Polskie Radio w stronę domów leciały także butelki z benzyną. Rodziny szukały schronienia, a część Romów uciekła z miasta. Interwencja milicji powstrzymała przemoc. Według Polskiego Radia podczas zamieszek nikt nie zginął. Roman Kwiatkowski przypomina, że fotografie samochodów znajdujących się w Sole trafiły do akt sprawy przeciwko sprawcom. Pokazano je również w filmie „Ostatni Cygan w Oświęcimiu”. 22 października przedstawiciele społeczności romskiej spotkali się z władzami, milicją i członkami samozwańczego komitetu, który domagał się usunięcia Romów z Oświęcimia. Jak przypomina Stowarzyszenie Romów w Polsce, ówczesne władze poparły żądanie wyprowadzki. Zaproponowały romskim rodzinom przeniesienie do osiedla baraków w rejonie Bielska-Białej. Romowie odrzucili tę propozycję. Profesor Sławomir Kapralski, autor opracowania poświęconego pogromowi, wskazuje, że emigracja nie była swobodnym wyborem. Romskie rodziny podejmowały decyzje pod wpływem strachu oraz nacisków ze strony władz. Rozmowy dotyczące wyjazdów trwały przez kolejne tygodnie. „Wyjazdu w takich warunkach nie sposób opisywać jako zwykłej, swobodnej zmiany miejsca zamieszkania” - podkreśla Roman Kwiatkowski, prezes Stowarzyszenia Romów w Polsce w oświadczeniu przygotowanym na 45. rocznicę pogromu. Według ustaleń profesora Kapralskiego ponad sto osób opuściło Polskę, kierując się do Szwecji i ówczesnej Republiki Federalnej Niemiec. Wielu Romów otrzymało zamiast paszportów dokumenty podróży, które pozwalały na wyjazd z Polski, ale nie uprawniały do powrotu. Stowarzyszenie przypomina, że dokumenty zawierały również zapis o ustaniu polskiego obywatelstwa w chwili przekroczenia granicy. Roman Kwiatkowski wspomina, że ostatnia grupa oświęcimskich Romów dotarła promem do Szwecji 13 grudnia 1981 roku, czyli w dniu wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Sam Kwiatkowski przebywał później w Niemczech. W rozmowie opublikowanej w 2017 roku opowiadał o staraniach o dokument, który umożliwiłby mu powrót do Polski. Dla wielu rodzin pogrom oznaczał nie tylko utratę bezpieczeństwa i majątku, lecz także rozłąkę z bliskimi oraz konieczność budowania życia poza krajem, w którym się urodziły. Historię pogromu opisał profesor Sławomir Kapralski w artykule „Refleksje o pogromach. Na marginesie wydarzeń w Oświęcimiu w 1981 r.”, opublikowanym w 2009 roku w czasopiśmie „Studia Romologica”. Do wydarzeń wrócił także dziennikarz Antoni Rokicki w reportażu Polskiego Radia „Wystarczy iskra” z 2024 roku. Przywołał wspomnienia świadków oraz strach, który przez lata pozostawał w pamięci romskich rodzin. Temat pogromu pojawia się również podczas spotkań edukacyjnych. Oświęcimski Instytut Praw Człowieka podejmował go w rozmowach młodzieży z badaczami i przedstawicielami społeczności romskiej. W 2025 roku Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie zorganizował debatę z udziałem świadków i naukowców. Uczestnicy obejrzeli również fragment filmu „Ostatni Cygan w Oświęcimiu”. W oświadczeniu rocznicowym Stowarzyszenie Romów w Polsce zwraca uwagę, że pogrom stanowi ważną część powojennej historii Oświęcimia. Organizacja przypomina o krzywdzie rodzin, które musiały opuścić swoje domy, oraz o potrzebie dokumentowania relacji świadków. „Pamięć o pogromie powinna służyć rzetelnemu poznaniu historii i budowaniu zaufania między mieszkańcami” - czytamy w oświadczeniu Stowarzyszenia Romów w Polsce. Organizacja podkreśla, że wydarzenia sprzed 45 lat pokazują, jak nieprawdziwe pogłoski i uprzedzenia mogą doprowadzić do przemocy wobec całej społeczności. Wskazuje również na konieczność przypominania odpowiedzialności ówczesnych władz za sposób potraktowania romskich mieszkańców Oświęcimia. Roman Kwiatkowski wrócił do Polski i wspólnie z innymi działaczami współtworzył Stowarzyszenie Romów w Polsce. Organizacja od lat upomina się o prawa obywatelskie Romów i pamięć o Zagładzie Romów europejskich. Z inicjatywy Stowarzyszenia powstało także Centrum Historii i Kultury Romów w Oświęcimiu, samorządowa instytucja kultury Województwa Małopolskiego. W rocznicowym oświadczeniu Stowarzyszenie przypomina również o artykule 32 Konstytucji RP, który gwarantuje równość wobec prawa i równe traktowanie przez władze publiczne. „Po 45 latach szczególnego znaczenia nabiera zachowanie relacji tych, którzy przeżyli wydarzenia i nadal mogą o nich opowiedzieć” - podkreśla Stowarzyszenie Romów w Polsce. Organizacja chce, aby pamięć o pogromie pomogła kolejnym pokoleniom poznać historię romskich mieszkańców Oświęcimia i przeciwdziałać podobnym wydarzeniom w przyszłości.