Złombol to charytatywny rajd starymi samochodami dawnej produkcji lub koncepcji komunistycznej. Nie chodzi w nim o wyścig, ale o dojazd do celu, pomoc innym ekipom na trasie i zbiórkę pieniędzy dla dzieci z domów dziecka. Jubileuszowa, 20. edycja Złombola wystartowała 27 czerwca ze Stadionu Śląskiego w Chorzowie. Meta czeka 1 i 2 lipca w Ras el Ma w Maroku. Pierwszą ekipę tworzą załogi Lublina i Skody Favorit. Lublinem jadą Grzegorz Drabczyk, Krystian Drabczyk, Renata Wąsik, ps. Tereska, Dawid Chmielniak, ps. Dejwiś, oraz Krystian Wacławek. Skodą Favorit podróżują Klaudiusz Gumulak, Mateusz Zych i Adam Thomas. Trzecią załogę tworzy Team Sołtys. Polonezem z 1996 roku jadą bracia Marcin Kania i Krzysztof Kania. Auto mają od sześciu lat, a w obecnej wyprawie pracuje w nim drugi silnik, kupiony na złomie przy ul. Kolbego. Przy jego montażu pomógł Damian Ostrowski. Dla części załogi Lublina i Skody to drugi Złombol. Grzegorz Drabczyk i Renata Wąsik w ubiegłym roku pojechali Skodą Favorit do Turcji. W tym roku wrócili na trasę, ale już w większym składzie. „Jedziemy z pomocą tak naprawdę, to jest rajd charytatywny. Jedziemy samochodami myśli komunistycznej z bloku wschodniego, czyli takimi, które nie są uważane za najwytrwalsze” - mówi Grzegorz Drabczyk. Jak dodaje, uczestnicy sprzedają powierzchnię reklamową na samochodach, a zebrane w ten sposób pieniądze trafiają na pomoc dzieciom z domów dziecka w całej Polsce. „Żadna wycieczka przez żadne biuro turystyczne nie zapewni takich wrażeń jak wyjazd na Złombol” - dodaje Grzegorz Drabczyk. Team Sołtys jedzie już piąty raz. Bracia Kania wcześniej zaliczyli między innymi pandemiczny rajd Stay in the car po Polsce, a potem wyprawy do Turcji, Albanii i Norwegii. Wszystkie rajdy przejechali swoim Polonezem. „To super przygoda dla nas. Ale najważniejszy jest cel charytatywny. Jedziemy z pomocą” - mówi Krzysztof Kania. Przed wyjazdem Team Sołtys zebrał łącznie prawie 4000 zł. Część wpłat trafia przez internetową skarbonkę, a część darczyńcy przekazują bezpośrednio na konto fundacji. Załogi z powiatu oświęcimskiego ruszyły z Polski przez Czechy, Niemcy, Francję i Hiszpanię. Z Almerii planują przeprawić się promem do Maroka. Na powrocie chcą przejechać przez Hiszpanię, Monako, Francję, Włochy, Słowenię, Chorwację, Węgry i Słowację. Cała wyprawa może objąć około 10 albo 11 krajów. Złombol to nie tylko kilometry, stare auta i mapa Europy. To także historie, które trudno zaplanować. Załoga Lublina dzień wyjazdu zaczęła od nocnej walki z samochodem. Auto skończyli przygotowywać około godz. 1 w nocy, a kilka godzin później ruszyli na start do Chorzowa. Zdążyli niemal na styk. Na trasie szybko pojawiły się pierwsze przygody. Lublin walczył z alternatorem i chłodzeniem, a dodatkowo okazało się, że zamontowana klimatyzacja nie daje rady, bo auto ma zbyt dużo nieszczelności. W efekcie załoga jedzie przez upały bez klimy, przy temperaturach sięgających około 40 stopni. Pomysłowe rozwiązania są częścią tej wyprawy. Gdy pojawiły się problemy z chłodzeniem, wentylator w Lublinie został skręcony na sztywno, żeby cały czas chłodził silnik. Efekt? W największym upale samochód nie chce się dogrzać. Załoga Lublina i Skody pomagała innemu Lublinowi, który zepsuł się na trasie. Holowanie trwało około 60 kilometrów, a na kemping udało się dotrzeć dopiero około pierwszej w nocy. Team Sołtys ma z kolei za sobą już pięć rajdów. Bracia Marcin Kania i Krzysztof Kania jadą Polonezem z 1996 roku, którego mają od sześciu lat. Auto dostało drugi silnik, kupiony na złomie przy ul. Kolbego. Przy jego montażu pomógł Damian Ostrowski. Wiele ekip korzysta z CB radia, a uczestnicy mają swój kanał 23. To tam można usłyszeć informacje o awariach, postojach, pomocy i tym, kto właśnie rusza dalej. W tej wyprawie jest też miejsce na rodzinne plany. W ubiegłym roku w trasie do Turcji jechał z ekipą dziadek, który ma 77 lat. W tym roku nie mógł pojechać przez wesele w dniu wyjazdu, ale już zapowiedział, że za rok wraca na trasę. Dla Teamu Sołtys największym wyzwaniem tej edycji także jest upał. Bracia jadą w dwuosobowym składzie, więc długie odcinki za kierownicą są szczególnie męczące. Na Złombolu ważny jest nie tylko kierowca i mechanik. W załodze Lublina swoją rolę ma też Renata Wąsik, czyli Tereska, która odpowiada za część kuchenną wyprawy. Jak mówią załoganci, pilnuje, żeby ekipa dobrze jadła nawet wtedy, gdy dzień kończy się późno w nocy po awariach, holowaniu i kolejnych kilometrach przez Europę. Wszystkie drogi prowadzą teraz do Ras el Ma w Maroku. Tam 1 i 2 lipca uczestnicy Złombola mają spotkać się na mecie jubileuszowej edycji. Dla załóg z powiatu oświęcimskiego to nie tylko motoryzacyjna wyprawa starymi autami. To także pomoc dzieciom, sprawdzian dla samochodów, przygoda wśród ludzi, którzy na trasie potrafią zatrzymać się i pomóc obcej ekipie. Fakty Oświęcim będą śledzić podróż załóg z powiatu oświęcimskiego. Wkrótce opublikujemy kolejne aktualności z trasy, relacje z drogi, informacje o przygodach ekip i o tym, jak stare samochody radzą sobie w drodze do Maroka. Zachęcamy także do wsparcia celu charytatywnego Złombola. Można wpłacać pieniądze do skarbonek lokalnych załóg albo na ogólną zbiórkę akcji. Każda wpłata pomaga dzieciom z domów dziecka i placówek opiekuńczych. Link do zbiórki Teamu Sołtys: siepomaga.pl/zlombol-2026-team-soltys Skarbonka Lublina i Skody: siepomaga.pl/lublinem-do-maroko Ogólna zbiórka i skarbonki Złombola: siepomaga.pl/zlombol#skarbonki