Info Kęty
•
•
UG Kęty
Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka - Dudziarz z Podlesia i wilk drapieżca
Kęty Podlesie, nazwa jednej z naszych pięknych dzielnic, wywodzi się od lasów, których dookoła jest sporo. Lasy...
Kęty Podlesie, nazwa jednej z naszych pięknych dzielnic, wywodzi się od lasów, których dookoła jest sporo. Lasy te niosą ze sobą sporo historii. Niektóre spisane - jak ta, o której dzisiaj opowiem, a niektóre już nigdy nie ujrzą światła dziennego i słuch o nich zaginął. Lasy to piękne miejsce na spacery, spędzanie wolnego czasu i relaks - zapominamy jednak czasami, że to również dom zwierząt - nie tylko tych miłych, ale także drapieżników. Taka historia zdarzyła się pewnemu dudziarzowi w Kętach Podlesiu… a jak się to skończyło? Zapraszamy do przeczytania historii pewnego grajka… Przytaczana historia pochodzi z zapisków Leopolda Dutkiewiczia - nie jest to źródło historyczne w ścisłym znaczeniu, a raczej mieszanka faktów historycznych i legend miejskich. Materiał został udostępniony przez Muzeum im. Aleksandra Kłosińskiego w Kętach - dziękuje, autor. W pewnym momencie historii, w dzielnicy Podlesie, istniała bardzo popularna karczma - nota bene dzisiaj funkcjonuje tam biblioteka. Gdyby te mury potrafiły mówić, opowiedziałyby nam, kto przed wiekami tędy przejeżdżał i kto w karczmie gościł. Istniał wówczas taki zwyczaj, że Podlesianie, Podlesianki i mieszkańcy pobliskich wiosek schodzili się tutaj na zabawę. Dawniej, nawet w trakcie ostrych zim, obchodzono tutaj ostatki, które trwały do północy. Ale gdy tylko wtorek przemijał, to na wieść o środzie popielcowej wszyscy opuszczali karczmę. Pewien dudziarz - z zawodu i z nazwiska rodowity Podlesianin, który przez trzy noce przygrywał tutaj na kobzie, widząc opustoszałą salę, wziął swój instrument w rękę i również zdecydował się wrócić do domu. Tej nocy mróz był okropny, ale same niebo było przejrzyste i skierowanie wzroku w jego stronę pozwalało dojrzeć wszystkie gwiazdy. Jako iż środa popielcowa, panowała niesamowita cisza. Jedynie śnieg skrzypiący pod nogami dodawał odwagi i tempa szybszemu biegu dudziarza. Grajek szedł do domu drogą na zachód od karczmy, szosową drogą, przy Mosiu (nazwisko - przyp. autora) skręcił na drogę leśną, która prowadziła prosto do Pisarzowic. W pewnym momencie jednak dudziarz Duda usłyszał, że coś za nim biegnie. Orientując się przy okazji, że nie jest sam, obejrzał się i dostrzegł wilka. Nie zastanawiając się ani na chwilę wdrapał się na drzewo, zaglądając śmierci w oczy. Wilk spokojnie obszedł drzewo, usiadł pod nim i spojrzał na kobziarza, czekając aż ten nie wytrzyma i zejdzie. Duda w obliczu śmierci od mrozu na drzewie i na ziemi od wilka wpadł na rozwiązanie. Nadął dudę jak najsilniej i puścił na ziemię. Ta upadła i głośno zabeczała. Oszukany wilk porwał instrument i uciekł ze swoją zdobyczą. Dudziarz czym prędzej zszedł z drzewa i z całym pędem pobiegł do chałupy stojącej przy lesie. Wilk swoją zdobycz zaniósł w przeciwną stronę lasu, poszarpał, po czym zorientował się, że został oszukany przez cwanego Dudę. Puścił się więc w pogoń. Na szczęście - dla dudziarza, niekoniecznie wilka - grajek zdążył dobiec do domu, a tego dnia nie zamknął drzwi. Wpadł do sieni i po drabinie wszedł na górę, na strych, wciągając przy okazji ze sobą drabinę - tak żeby przypadkiem wilk też na górę nie wszedł. Wilk zaraz za Dudą wpadł do przedsionka, a drzwi się zamknęły. Lokalny artysta obudził swoją żonę, przestrzegając ją przed schodzeniem na dół - poskutkowało. Wraz z rozpoczęciem dnia wyrwał dziurę w dachu i zaczął wołać na sąsiadów, którym opowiedział historię o wilku. Zebrali się sąsiedzi, uzbroili się w widły żelazne, sienne, cepy i zwierzę zamordowali. Dudziarza Dudę oswobodzili! Od momentu tej historii gra na kobzie już na zawsze w karczmie na Podlesiu się zakończyła. Leopold Dudkiewicz w swoich wspomnieniach, które pochodzą z początku XX wieku, zakończył historię zdaniem „Tego nazwiska obywateli w Kętach było więcej, dzisiaj nie ma Dudów. Ostatni Duda był krawcem w Kętach.” Ile więc jest prawdy w tej opowieści? Nie zweryfikujemy, ale historia jest arcyciekawa. Dochodzenie historyczności tego tekstu też mija się z celem. To raczej miejska legenda albo ubarwiona prawdziwa historia, która została tutaj wspomniana w celach rozrywkowych. Warto jednak pielęgnować lokalne podania - a mnie, rodowitemu Podlesianinowi, na wskroś na tym zależy. Jeżeli ktoś z Was dysponuje jeszcze jakimiś miejskimi legendami, historiami czy opowiadaniami z dziejów dzielnicy Podlesie, będę bardzo wdzięczny za kontakt mailowy - marcel.ligeza@kety.pl, za który z góry dziękuję. Marcel Ligęza
Źródło:
Info Kęty
Oceń artykuł
/5
( ocen)
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Pozostało: znaków
Pozostało: znaków
Przesuń suwak w prawo, aby odblokować
Weryfikacja zakończona pomyślnie!
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Ładowanie komentarzy...