Fakty Oświęcim
•
•
Małgorzata Musielak
Sylwester z TVP2 Hit czy Kit? Prawda zza kulis
Ta zaczęła się od informacji, że Sting wystąpi na Sylwestrze TVP2 w Katowicach. I nagle wszystko stało się...
Ta zaczęła się od informacji, że Sting wystąpi na Sylwestrze TVP2 w Katowicach. I nagle wszystko stało się jasne, serce pobiegło szybciej niż rozsądek, a marzenie postanowiło sprawdzić, czy rzeczywiście „lokalne” znaczy „z boku”. Nie dowierzałam. Bo jak to, artysta wielkiego formatu, legenda, mój ukochany Sting, i to nie w Londynie ani Nowym Jorku, tylko na publicznym sylwestrze w Polsce? Kiedy informacja się potwierdziła, wiedziałam jedno: spróbuję dostać się tam jako reporterka lokalnych mediów. Bez znajomości, bez skrótów, bez telefonów „do kogo trzeba”. Po prostu: Gosia Musielak, Fakty Oświęcim. Dwa tygodnie czekania na decyzję o akredytacji były testem cierpliwości i wiary w sens własnych marzeń. I nie, nie będę tu opisywać szczegółów tej drogi. Jeśli ktoś jest ciekawy, zapraszam na kawę. Opowiem. Bo warto wiedzieć, że da się legalnie, uczciwie i bez pleców. Kiedy w MCK w Katowicach trzymałam w ręku plakietkę „MEDIA” z własnym zdjęciem, dotarło do mnie, że naprawdę tam jestem. Press room znalazłam wbrew logice i oznaczeniom, bo tego wieczoru wszyscy biegli, wszyscy byli zajęci, każdy miał swoje zadanie. Usiadłam i pomyślałam, bez cenzury: kur… co ja tu robię? Tabloidy. Duże portale. Fotografowie z obiektywami droższymi niż niejeden samochód. A ja , aparat, smartfon i ciekawość świata. I wiecie co? Nikt nie patrzył z góry. Onet, Eska, Fakt, TeleTydzień, TVP Info, Dziennik Zachodni i inni, pełen przekrój medialny, a atmosfera zaskakująco normalna. Bez napinki, bez wyścigu szczurów. To było moje pierwsze duże zaskoczenie. Kulisy były zaskakująco spokojne. Bez bodyguardów, bez gwiazdorskich fochów. Byli też goście zaproszeni i uwierzcie mi: kultura, spokój, wzajemny szacunek. Duże przedsięwzięcie, dobrze zarządzane. Akredytacje? Ogarnięte. Media? Ogarnięte. Czapki z głów. Ochrona była, tam, gdzie trzeba. Żeby ktoś nie pomylił garderoby z press roomem (tak jak ja prawie pomyliłam). I bardzo dobrze. Artyści zasługują na spokój. A kiedy emocje opadły, można było podejść bliżej, zamienić słowo, zrobić zdjęcie, nagrać pozdrowienia. Naturalnie. Bez sztuczności. Za kulisami wszystko działało według procedur. Artyści z managerami i asystentami, tancerze przemykający korytarzami, zmiany, próby, napięcie. A jednocześnie, kultura. Szacunek. Spokój. Gwiazdy pojawiały się na ściance przed występami i wracały po nich. Pozwalały się fotografować, rozmawiały, nagrywały pozdrowienia dla Faktów Oświęcim. Po doświadczeniach festiwalowych, naprawdę nie było to oczywiste. Zaplecze dla mediów? Bardzo solidne. Ciepłe dania, przekąski, napoje, wszystko wewnątrz MCK, a nie w prowizorycznym namiocie. Organizacyjnie, ukłony. Choć podest dla fotografów przy scenie był rozwiązany niefortunnie, bo trzeba było się do niego dosłownie przedzierać przez tłum. Kulisy żyły. Tancerze, często bardzo młodzi, tańczyli w śniegu i mrozie, z uśmiechami, jakby adrenalina była najlepszym ogrzewaniem świata. Stroje szyte na miarę, detale dopięte. Jedni to skrytykują, inni wzruszą ramionami , ja to doceniam, bo wiem, ile pracy kosztuje takie widowisko. I teraz dochodzimy do tego, co było na scenie. To są moje spostrzeżenia. Tylko moje. A że opinia jest jak dupa , każdy ma swoją. Czytając zachwyty nad występem Stinga i jednoczesne bezlitosne krytykowanie polskich artystów, miałam poczucie, że coś w tej narracji bardzo się rozjechało. Piszę to nie jako widz sprzed telewizora, ale jako osoba, która była za kulisami i widziała więcej niż transmisję. Tak, mój podziw dla Stinga nie zniknie. Jego dorobek i talent są niezaprzeczalne. Ale miłość do artysty nie oznacza bezkrytycznego zachwytu. Oczekiwałam więcej. Zdecydowanie więcej. To, co zobaczyliśmy w Katowicach, było poprawne. Wokal na żywo, czarny strój, róża w dłoni. Minimum. Bez scenografii, bez narracji, bez realnej próby dialogu z publicznością. Wyszedł, zaśpiewał, zszedł. To nie była skromność. To był dystans. Nie oczekiwałam cekinów ani fajerwerków. Sting nigdy nie był od brokatu. Ale Sylwester to wspólne święto, nie recital w filharmonii. Emocje, energia, kontakt z ludźmi. Tego zabrakło najbardziej. Cztery słowa po polsku były miłym gestem, ale za takie pieniądze , zwyczajnie za mało. Jedno czy dwa zdania po angielsku, od serca, zmieniłyby odbiór całości. Publiczność naprawdę potrafi słuchać. I dlatego tak bardzo razi mnie deprecjonowanie polskich artystów. Maryla Rodowicz ikona , dała widowisko, energię, obecność. Pokazała więcej niż „wielkoformatowa gwiazda”: wizualnie i emocjonalnie. Jej stroje nie były fanaberią, tylko komunikatem: jestem tu, nadal mam głos i nie zamierzam znikać. O gustach się nie dyskutuje, pogadamy za kilka lat, gdy będziemy w jej wieku. Doda, kontrowersyjna, ale wyrazista. Show. Justyna Steczkowska, klasa, estetyka, kunszt i pokora wobec sceny. Andrzej Piaseczny, bez fajerwerków, za to z kulturą i szacunkiem do publiczności. Tak, był playback. Mnie też to drażni. Ale przy mrozie, rotacji gwiazd i ograniczeniach technicznych często nie ma wyjścia. I właśnie dlatego Sting mógł wyjść „na czysto”, bo nie musiał przygotowywać niczego poza sobą. I teraz technikalia, bo nie piszę tego, by przypodobać się TVP. Piszę uczciwie. Od zaplecza - było dobrze zorganizowane. Ale ideałów nie ma. Rozmawiałam z widzami, z Oświęcimia, ze Śląska, z Zagłębia. I muszę się z nimi zgodzić. Ścisk przy barierkach był ogromny. Rodziny z dziećmi, tłum, kotłowanie się. Zbyt mało bramek wejściowych(tylko 4) Kolejki po 30 minut i dłużej. Namioty z napojami ustawione tak, że zasłaniały scenę, wielu ludzi widziało tylko światła i telebimy. Logistyka widowni zawiodła. I nie, nie wszystko da się wytłumaczyć „urokami imprez masowych”. Komunikacja miejska? Dwie godziny w autobusie, żeby przejechać 15 kilometrów. Sylwester, jasne. Ale jednak, coś tu nie zagrało. od kulis - profesjonalizm, kultura, dobra organizacja. od strony widza, rzeczy do poprawy. Sporo. A dla mnie osobiście? To była lekcja odwagi. Dowód, że lokalne media też mogą być w centrum wydarzeń. Że warto zaryzykować, nawet jeśli na początku pytasz sama siebie: co ja tu właściwie robię? Czasem odpowiedź brzmi: dokładnie tam, gdzie powinnaś być. Jestem z siebie dumna. Z drogi. Z ludzi, których spotkałam. Z ciepłych słów, które usłyszałam. To było dla mnie ważne. Jeśli będzie taka możliwość , Sylwester 2026 w Tychach? Tak. Będę chciała tam być. P.S. Maryla Rodowicz jest starsza od Stinga. I każdemu życzę, by w tym wieku mieć tyle werwy, odwagi, scenicznej energii i poczucia własnej wartości. Bo prawdziwa klasa nie polega na tym, by nic nie ryzykować , tylko na tym, by mieć odwagę być sobą. Pozdrowienia dla czytelników portalu Fakty Oświęcim składali między innymi:
Źródło:
Fakty Oświęcim
Oceń artykuł
/5
( ocen)
Komentarze
Dodaj swój komentarz
Pozostało: znaków
Pozostało: znaków
Przesuń suwak w prawo, aby odblokować
Weryfikacja zakończona pomyślnie!
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Ładowanie komentarzy...